ZNACZENIE POROZUMIENIA PONAD DZIEDZINAMI

W czerwcowym wydaniu pisma „Journal of Clinical Endocrinology and Metabolism” z 1999 r. opublikowano kilka artykułów na temat HTZ. Autorzy raportu przedstawili w nim bardzo dokładny i przemyślany komentarz doty­czący zagrożeń i korzyści wypływających ze stosowania estrogenu w choro­bach serca i osteoporozie. Można było jednak odnieść wrażenie, że serce i tkanka kostna istnieją w oderwaniu od reszty organizmu i w żaden sposób nie są powiązane z działalnością mózgu. Raport zawierał również kilka wzmianek o HTZ w odniesieniu do raka piersi. Zupełnie zignorowano wpływ, jaki niedobór estrogenu może wywrzeć na funkcjonowanie mózgu u kobiet, a przez to na ogólną jakość ich życia. W jednym z artykułów na temat wpły­wu estrogenu na serce stwierdzono, że hormon ten statystycznie przedłuża życie kobiety o trzy lata. Natomiast w wypadku mózgu – który jest bardzo wrażliwy na niedobór estrogenu – brak tego hormonu może przez ponad trzydzieści lat wywierać znaczący wpływ na życie kobiety. To, że specjaliści mają klapki na oczach, jest widoczne w równym stopniu w badaniach nauko­wych, jak i w praktyce klinicznej.

Doświadczenie ostatnich trzydziestu lat nauczyło mnie, że współpraca po­między endokrynologiem a psychiatrą może być niezwykle owocna, korzyst­na dla pacjenta, a przy tym bardzo kształcąca dla obu lekarzy. Moje własne doświadczenie na tym polu rozpoczęło się, kiedy nawiązałem kontakt z dr. Donem Brovermanem i dr. Billem Voglem. Nasze rozmowy przerodziły się w wieloletnią wspólną pracę. Być może dzięki temu właśnie doświadczeniu moje podejście do międzydyscyplinarnej współpracy lekarzy jest aż nadto entuzjastyczne. Niemniej uważam, że specjaliści z różnych dziedzin powinni aktywnie dążyć do nawiązania kontaktów.

Co najmniej raz w tygodniu (czasami nawet dwa lub trzy razy) rozma­wiam z dr Mary Collins, psychiatrą ze Szpitala McLean w Belmont w stanie Massachusetts. Wspólnie zajmowaliśmy się pacjentkami i dzięki tej współ­pracy dużo więcej wiem na temat nowoczesnej psychiatrii. U wielu spośród moich pacjentek dr Collins wykryła zaburzenia psychiatryczne, co pozwoli­ło im uzyskać właściwe leczenie; posiada ona również rozległą wiedzę z za­kresu endokrynologii i neurologii oraz zdolności komunikacyjne, które spra­wiają, że bez trudu nawiązuje kontakt ze specjalistami w tych dziedzinach.

Niedawno wspólnie z dr Collins zajmowaliśmy się pacjentką cierpiącą na depresję maniakalną; choroba pogłębiła się wraz z początkiem menopauzy. Chora miewała uderzenia gorąca i nocne poty; najwyraźniej wymagała le­czenia estrogenowego. Wcześniejsze doświadczenia przekonały mnie jed­nak, że podanie samego estrogenu przy tego typu zaburzeniach może spowo­dować niebezpieczne skutki – zaostrzyć objawy, a nawet wywołać psychozę maniakalną. Potrzebna była porada i współpraca doświadczonego psychofarmakologa. Zadzwoniłem do dr Collins, która zgodziła się, że leczenie tej pa­cjentki było potencjalnie ryzykowne. Uważała, że zastosowanie środka stabi­lizującego nastrój, takiego jak lit czy Depakote, znacznie obniżyłoby ryzyko wynikające ze stosowania estrogenu. Rozwiązanie to okazało się słuszne. Moja pacjentka zgłosiła się do dr Collins, która przepisała jej Depakote. Do­piero wtedy rozpocząłem podawanie estrogenu, a terapia przebiegła bez żad­nego problemu. Cykliczne zaburzenia nastroju ustąpiły i kobieta, wolna od wszelkich objawów menopauzy, odzyskała równowagę psychiczną.

Bywa, że porozumienie między lekarzami może przerodzić się w owocną współpracę. Przed około dziesięciu laty podjąłem dyskusję z dr Susan Ra­ko, psychiatrą z Bostonu, na temat zastosowania testosteronu w leczeniu ob­niżonego popędu i sprawności seksualnej u kobiet w wieku menopauzal­nym. Dr Rako pisała właśnie książkę na ten temat („Hormon pożądania”) i chciała poznać moją opinię w kwestii podawania testostero­nu kobietom i mężczyznom. Własne doświadczenia z okresu menopauzy przekonały ją, że testosteron to zdecydowanie najskuteczniejszy lek na za­burzenia seksualne występujące w tym okresie. Oboje uważaliśmy jednak, że dostępne na rynku farmaceutycznym dawki testosteronu są zbyt wyso­kie. Dr Rako poradziła sobie z tym problemem dzięki współpracy z farma­ceutą, Stevenem Grossmanem z Pierce Pharmacy w Brookline w stanie Mas­sachusetts, który przygotowywał odpowiednio niższe dawki leku. Wcześniej zalecałem pacjentkom, żeby dzieliły tabletki testosteronu na dwie lub czte­ry części, lecz teraz zacząłem przepisywać testosteron miareczkowany. Od tamtej pory wspólnie z dr Rako opiekowaliśmy się wieloma pacjentkami, a współpraca ta należy do najcenniejszych doświadczeń, które zdobyłem w praktyce zawodowej.

Efekty mojego współdziałania z psychiatrami, psychologami i ginekolo­gami stanowią dobry przykład komunikacji, jaką powinni nawiązywać spe­cjaliści w różnych dziedzinach. Takiej właśnie komunikacji potrzebujemy u progu nowego tysiąclecia; pozwoli nam ona skutecznie leczyć naszych pa­cjentów z chorób, których objawów i przyczyn nie można sprowadzić do jed­nej tylko kategorii.

Pacjent – w tym wypadku kobieta cierpiąca na zaburzenia nastroju, pa­mięci, sprawności umysłowej i seksualnej na tle hormonalnym – może po­móc w budowaniu międzydyscyplinarnych kontaktów, które przyczynią się do zburzenia przestarzałych barier pomiędzy specjalnościami. Powinna dą­żyć do tego dla swojego własnego dobra, aby uzyskać opiekę medyczną nie­zbędną dla przezwyciężenia wieloczynnikowych zaburzeń. W dłuższej zaś perspektywie, rezultatem takiego podejścia będzie powstanie bardziej od­powiedzialnej i skuteczniejszej medycyny: medycyny, która przy diagnozie i leczeniu ma na uwadze zarówno fizyczne, jak i psychiczne aspekty zdrowia kobiety.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.